26 marca 2017

Rozdział 5


Możecie krzyczeć, należy mi się. Miałam przyjść z rozdziałem jak najszybciej, ale wyszło jak zawsze. Chyba nigdy nie będę potrafiła trzymać się terminów, jakie sobie wyznaczam. Nie mniej, przybyłam z kolejnym rozdziałem. Niedługo ruszę z kopyta i akcja przyspieszy, ale póki co musicie być cierpliwi, to dopiero początek. ;) Nie gadam już, tylko zapraszam do czytania. Miłej lektury! I nie zapomnijcie dać znać, co myślicie.




Po raz kolejny spojrzałam na tylne siedzenia auta Caluma, gdzie smacznie spał Ashton, nieprzypięty pasami.
— Jesteś pewien, że nic mu się nie stanie? — zapytałam Hooda.
— Nic a nic — odparł z uśmiechem.
— No, ale wiesz, jedziesz szybko i wystarczy, że gwałtownie zahamujesz, a on... spadnie z siedzeń?
— Świetny pomysł — powiedział z błyskiem w oku, po czym lekko, chyba tylko, żeby zrobić mi na złość, wcisnął pedał hamulca.
Ponownie spojrzałam do tyłu — Ashton nawet nie drgnął. Calum roześmiał się, a ja jedynie pokręciłam rozbawiona głową.
— Jesteś niemożliwy. A ten tam, z tyłu, zawsze odpada jako pierwszy?
— Zawsze.
— Mogłam się tego spodziewać.
Calum podkręcił głos w radiu i przez chwilę myślałam, że zwyczajnie nie chce już prowadzić ze mną rozmowy, ale nim ta myśl na dobre rozbrzmiała w mojej głowie, on zaczął śpiewać pod nosem. Piosenka była wesoła, ale jednocześnie miała w sobie pewną melancholię i ból. W dodatku piosenkarz brzmiał jakby był Edem Sheeranem.
— Eraser — powiedział Cal, przerywając śpiewanie, by odpowiedzieć na moje nieme pytanie, które najwyraźniej musiało być wypisane na mojej twarzy. — Eda.
— Tak myślałam, że brzmi jak Ed, ale... Chyba jestem zacofana w nowościach.
Wzruszyłam ramionami, a chłopak jedynie uśmiechnął się i wrócił do śpiewania. Zamknęłam oczy i oparłam głowę o zagłówek, wsłuchując się w jego głos. Zdałam sobie sprawę, że lubię go słuchać — jak mówił, jak śpiewał... Uniosłam powieki i niepewnie na niego spojrzałam. Był skupiony na drodze, ale z niewiadomego dla mnie powodu zaciskał mocno dłonie na kierownicy. Odwróciłam więc wzrok i patrzyłam na ocean, obok którego jechaliśmy. Słońce było daleko na horyzoncie i jakby znikało w wodzie. Uwielbiałam patrzeć na wodę — czy to morze, czy ocean, dlatego też kochałam oba miasta, w których mieszkałam. Przez chwilę tęskniłam za Bałtykiem.
Calum zaczął śpiewać kolejną piosenkę. Ze zdziwieniem zauważyłam, że to Eminem, a on rapuje równie szybko, co mistrz.
— Wow — szepnęłam, gdy skończył pięć minut później. — I nawet nie dostałeś zadyszki.
Roześmiał się głośno.
— To w rzeczywistości nie jest takie trudne. Trzeba tylko znać tekst i dalej samo leci.
Wzruszył ramionami.
Nie wiedząc, co odpowiedzieć, sięgnęłam do pojemnika, który leżał na moich kolanach i wyjęłam ostatnią muffinkę. Ugryzłam ją, ciesząc się jej słodkim smakiem.
— Jasne — rzucił z przekąsem Cal. — Mogłabyś się podzielić, a nie.
Zanim zdążyłam pomyśleć, wyciągnęłam do niego dłoń z ciastkiem, a on wziął dużego gryza.
Pyfna — powiedział z pełną buzią, posyłając mi uśmiech słodszy od muffinki.
Musiałam się naprawdę bardzo postarać, by nie dać po sobie poznać, jak zadziałał na mnie ten niewinny uśmieszek. Wzięłam kolejny kęs babeczki, a potem znów podświadomie wyciągnęłam ją do niego.
— W sumie to sprawiedliwe, zjeść po pół — stwierdził.
Widząc, jak wielki gryz wziął, sapnęłam.
— To nie fair, otwierasz szerzej buzię!
Roześmiał się beztrosko i przełączył światła, bo na dworze robiło się coraz ciemniej. Do końca podróży rozmawialiśmy o filmach, jakie ostatnio oboje oglądaliśmy i o nowej płycie Eda. Nim się zorientowałam, podjechaliśmy pod dom Ashtona.
— Stary!
Calum wysiadł i otworzył drzwi z tyłu, a następnie pociągnął Ashtona za nogę, w próbie obudzenia. Ash odmruknął coś niezrozumiałego.
— Irwin, cholero, mam dla ciebie piwo w ramach pocieszenia, że przegrałeś!
Ashton podniósł się zadziwiająco szybko i chcąc rzucić się na Hooda, uderzył głową w dach auta.
— Kur...! Wcale nie przegrałem! Oszukiwaliście! — krzyczał.
— A teraz wysiadaj, jesteś w domu — rzucił Calum, wciąż stojąc przy drzwiczkach auta i czekając, aż Irwin łaskawie wyjdzie.
Blondyn szybko się ze mną pożegnał — oczywiście nie zapominając wspomnieć, że to przeze mnie przegrał, ale mi wybacza, bo zrobiłam dobre muffinki — a z Calumem chciał przybić piątkę, ale nie trafił w dłoń przyjaciela, z czego Hood naprawdę mocno się śmiał. Wywróciłam oczami. Jak dzieci, pomyślałam.
— No dobra — powiedział, wsiadając z powrotem za kierownicę i jednocześnie przecierając dłonią oczy. — Kierunek: twój dom.
— Jesteś zmęczony, jedź do siebie, a ja się z chęcią przejdę.
— Nie, nie — oponował. — Odwiozę cię.
— Nie mam nic przeciwko, by się przejeść. Świeże powietrze mi nie zaszkodzi. — Uśmiechnęłam się do niego lekko, gdy wyjeżdżał z podjazdu Irwina.
— I tak nalegam, bym cię odwiózł. Jest już ciemno, a mieszkasz trochę daleko, a ja nie chcę cię mieć na sumieniu — argumentował.
— Nie będziesz mnie miał na sumieniu — jęknęłam. — Naprawdę chcę się przejść, zanim wrócę do domu, a ty już jesteś zmęczony, więc nie powinieneś za długo prowadzić.
— Dooobra — powiedział wolno, wpatrując się w drogę — więc zostawię auto u siebie i odprowadzę cię. Innej opcji nie ma — zastrzegł od razu, gdy zobaczył, że otwieram usta by znów oponować.
Westchnęłam, ale gdzieś w środku ucieszyłam się z takiego obrotu sprawy. Ten dzień był cudowny pod wieloma względami, a Calum przestał być taką zagadką, jak wcześniej. Nieco martwiło mnie to, że zaczynam go lubić, bo wywoływał we mnie dziwne uczucia, jakich wcześniej nie doświadczałam. I czerwone róże.
Wzdrygnęłam się na samą myśl o nich. Udało mi się odeprzeć ten temat na cały dzień, ale powrócił. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Nie przychodził mi do głowy żaden pomysł, skąd się brały te kwiaty, ani z jakiego powodu przydarzyło się to właśnie mi. Westchnęłam.
— Ty też jesteś zmęczona, może jednak cię odwiozę? — zapytał Calum, przywracając mnie do świadomości.
Przez niechciane myśli o czerwonych kwiatach zupełnie zapomniałam, gdzie jestem i z kim.
— Nie, serio chcę się przejść.
Noce w Australii były chłodne, a właśnie tego było mi trzeba po dniu spędzonym w upale na plaży i w towarzystwie Caluma — intrygującego przyjaciela Michaela. Znów uciekłam myślami gdzieś daleko, bo gdy Calum szturchnął mnie w ramię, zobaczyłam, że zaparkował przy małym, ale ładnym domku.
— Poczekaj tu, oki? Skoczę tylko na chwilę do domu, dosłownie na minutkę.
Kiwnęłam głową, nie do końca świadoma jego słów. Myślami wciąż byłam daleko, nie mogąc się odpędzić od widoku czerwonych róż pod powiekami. Wysiadłam z auta, zostawiając pojemnik po muffinkach na siedzeniu, a sama zamknęłam drzwi i oparłam się o nie, oddychając chłodnym powietrzem.
Spadek temperatury na noc był rzeczą naturalną, jednak w porównaniu z Polską, gdzie zimny dzień zwiastował zimną noc, a ciepły ciepłą, tak wielka różnica w Sydney była rażąca. Mimo to, potrzebowałam ochłodzenia.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi i po chwili Calum stał przede mną w czarnej bluzie z kapturem, a w dłoni do mnie wyciągniętej trzymał drugą, tyle że granatową.
— Proszę. Jest chłodno, więc pomyślałem, że...
Z zakłopotaniem przeczesał palcami włosy, nie dbając o to, że totalnie je rozczochrał.
— Dziękuję.
Założyłam bluzę pod jego czujnym spojrzeniem. Wiele siły mnie kosztowało, by nie dać po sobie poznać, że zapach jego perfum (i jego zapach, połączony z lekką wonią dymu papierosowego, co dało mi znać, że Calum jednak pali) mocno mną wstrząsnął. Otuliłam się miękkim materiałem i niewyraźnie do niego uśmiechnęłam. Ruszyłam w drogę jako pierwsza. Calum dotrzymywał mi kroku bez problemu. Milczeliśmy, ale było to dobre milczenie. Nie zawsze słowa są potrzebne, by czuć się dobrze w towarzystwie. My ich nie potrzebowaliśmy. Nie mogłam się powstrzymać i co jakiś czas zerkałam na niego kątem oka — a ku mojemu zakłopotaniu, Cal dość często mnie na tym przyłapywał.
— Zimno ci? — zapytał nagle, przerywając mimo wszystko miłą ciszę.
— Nie, naprawdę dziękuję za bluzę, dzięki niej jest idealnie.
Sama nie wiedziałam, czy mówię tylko o cieple, czy o cudownym zapachu, który mnie otulał. Kiwnął głową. Widziałam, że chciał dodać coś jeszcze, ale nie naciskałam. Chociaż czas nam się kończył, bo mój dom był zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej.
Koniec końców nie wydusił z siebie tego, co chciał. Zatrzymaliśmy się przy mojej furtce. Sięgnęłam do zamka bluzy, by ją zdjąć, ale powstrzymał mnie ruchem ręki. Jego palce lekko musnęły moją dłoń, przez co wzdrygnęłam się lekko, a on zesztywniał. Była to zupełnie inna reakcja, niż każda poprzednia tego dnia.
— Oddasz mi innym razem.
Skinęłam głową. Na ciemnym niebie nad nami skrzyły się gwiazdy, dając tyle światła, bym widziała go wystarczająco. I bym zauważyła, że jakimś cudem stał bliżej mnie, albo to ja stałam bliżej niego. Blask gwiazd odbijał się w jego ciemnych tęczówkach i przez chwilę myślałam, że się pocałujemy.
Zanim jednak ta myśl zdołała na dobre rozbrzmieć w mojej głowie, on odsunął się gwałtownie, a ja mogłabym przysiąc, że kątem oka zobaczyłam rozbłysk czerwieni w ciemności. Gdy jednak spojrzałam w bok, nie zauważyłam żadnej czerwonej róży.
— Do zobaczenia, Rebecca — powiedział cicho Calum, po czym nawet nie czekając na moje pożegnanie, odwrócił się i odszedł.
Chociaż później uznałam to za niegrzeczne, ucieszyłam się, że mnie zostawił. Było mi żal samej siebie, jak w ogóle mogłam pomyśleć o całowaniu się z nim. Był dziwny, tajemniczy i... miał w sobie dziwny mrok.
Nieprawda, pomyślałam na przekór samej sobie.
Był inteligentny, zabawny i przystojny, a tajemniczość dodawała mu uroku.
Och, nie, tylko nie to.


Zimny prysznic niewiele mi pomógł. Wytarłam drżące z zimna ciało puszystym ręcznikiem i weszłam do sypialni. Na poduszce leżała czerwona róża. Zadrżałam, tym razem jednak nie z zimna — byłam tego pewna.
Z niezrozumiałego dla mnie powodu nie mogłam przestać myśleć o Calumie i jego niejednokrotnie dziwnym zachowaniu. Dopiero po wejściu do domu zorientowałam się, że zostawiłam pojemnik w jego aucie. Dziwna myśl zawitała w mojej głowie. Miałam podwójny pretekst, by się u niego pojawić — miałam jego bluzę, on mój pojemnik. Nie wiedziałam jednak, czy chcę to wykorzystać. Coś mnie w nim intrygowało, ale też przerażało. Nie wiedziałam też, czy chcę się ponownie zmagać z nieodpowiednim doborem obiektu westchnień.
Wiedziałam, co właśnie się ze mną dzieje — analizowałam cały dzień, doszukując się reakcji Caluma na mnie. Nie mogłam przestać myśleć o gwiazdach w jego oczach, ani o tym jednym momencie, który najwyraźniej odurzył nas oboje.
Byłam zauroczona.
I z jednej strony byłam zadowolona, że to właśnie tajemniczy Calum zwrócił moją uwagę, z drugiej jednak nie chciałam tego. Nie lubiłam tych chwili, gdy jakiś chłopak mi się podobał — potrafiłam być wtedy nieznośna i nienawidziłam tej części siebie. Mój wzrok uparcie wędrował do obiektu westchnień, gdy był w pobliżu, a gdy nie, moje myśli i tak wędrowały w te tematy. Na domiar złego, sny też obracały się przeciwko mnie, a ja koniec końców okazywałam się słabą dziewczynką, podatną na emocje, reagującą na wszystko przesadnie i nad interpretującą każde zachowanie chłopaka.
Z postanowieniem, że rano wymyślę sposób na rozwiązanie tego problemu i zduszenie go w zarodku, zanim zdąży się rozwinąć, położyłam się do łóżka, czerwoną różę zrzucając na podłogę. Zmęczona szalonym dniem i niezbyt cieszącymi mnie rozważaniami, zasnęłam szybciej, niż podejrzewałam.


Calum

Przez pół nocy mogłem jedynie myśleć o tym, że prawie ją pocałowałem. Całe szczęście, że prawie. Plułem sobie w brodę za takie zachowanie. Bynajmniej. Byłem wściekły za to, co robiłem cały dzień. Miałem skrupulatnie trzymać się krótkiej, ale jakże ważnej listy, a złamałem wszystkie jej punkty.
Rebecca atakowała nawet moje myśli. Była wszędzie. Przekręciłem się na plecy — nawet łóżko wydawało mi się nad wyraz niewygodne w tamtej chwili. Gdy tylko zamykałem oczy — widziałem ją. Gdy tylko zamykałem oczy — słyszałem w głowie jej śmiech. Gdy tylko zamykałem oczy — nie mogłem przestać wyobrażać ją sobie, myśleć o niej.
Z bezradności, że nic nie mogę z tym zrobić, zacisnąłem pięści na pościeli. To na nic. Jęknąłem sfrustrowany i zrobiłem to, co wydawało mi się jedynym wyjściem w tej sytuacji — wziąłem cholernie zimny prysznic.
I to też nie pomogło. Boże, miej mnie w swojej opiece, bo czarno to widzę!




Na kolejny rozdział możecie liczyć najwcześniej w czerwcu. Ten pisało mi się niesamowicie przyjemnie, bo na nowo wczułam się w historię i przez chwilę nie myślałam o maturze, jaka mnie czeka w maju. Teraz niestety nie mogę o tym zapomnieć, więc za pisanie nexta zabiorę się dopiero w połowie maja. 

Przeczytałeś? Skomentuj!:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter