28 czerwca 2016

Rozdział 3

(C) FANTAZJA | FANTAZJA-GRAPHIC.BLOGSPOT.COM

Znów zniknęłam na dłuższy czas, ale chyba już zdążyliście przez te 1,5 roku zauważyć, że to u mnie częste. Miałam trzymiesięczną przerwę od pisania Angel i strasznie trudno mi było znów się wkręcić w pisanie, a poniższy rozdział miał już cztery wersje. Myślę że ta ostatnia (czyli aktualna) jest najlepsza. Chciałabym powiedzieć, że to ostatni raz, ale... przede mną wakacje, a po nich klasa maturalna, więc siłą rzeczy będę tu jeszcze rzadziej. ;/ Ale to w tej chwili mniej ważne, pogadam sobie na końcu, a teraz czytajcie! Miłego czytania! xx

Wielkie podziękowania dla Fantazji, która wykonała dla mnie sygnaturkę do rozdziału, a przede wszystkim wyczarowała nowy, piękny szablon! Koniecznie dajcie znać, co o nim myślicie! ;)
Równie wielkie podziękowania należą się Marcie, która była taka kochana i odnalazła te błędy w treści, które ja przeoczyłam. Dziewczyny, wielkie wielkie wielkie dzięki! :* 



(jak zawsze, podane utwory to muzyka, przy której pisałam i nie łączy się z treścią ff)

Calum

Do pokoju przez nieosłonięte roletą okno wpadała niebieska poświata księżyca. Było otwarte, więc do środka wlatywało zimne nocne powietrze, które akurat tej nocy było zbawienne. Leżałem na wygodnym łóżku mając wrażenie, jakby to był worek z grochem. Kołdrę już dawno skopałem nogami na podłogę z powodu gorąca, jakie odczuwałem od momentu tamtego wydarzenia.
Czerwona róża – te dwa słowa wciąż tkwiły w mojej głowie i za nic nie potrafiłem ich stamtąd wyrzucić. Co gorsze, nie potrafiłem wyjaśnić, czemu ten przeklęty kwiat znów się pojawił i tak jak za pierwszym razem – w zaułku, gdy wpadłem na Rebeccę – zmaterializował się nagle i znikąd.
Powoli zaczynała boleć mnie głowa. Zdecydowanie za bardzo i za często o tym myślałem. Westchnąłem kolejny raz w ciągu ostatnich kilku minut, nadal nadmiernie odczuwając ciepło – mimo otwartego okna i zimnego powietrza. Byłem właściwie bez nadziei, że cokolwiek mi pomoże.
Gdy po kilkunastu minutach, gdy wciąż nie potrafiłem zasnąć, wstałem i założyłem na siebie jedynie krótkie szorty i luźną koszulkę. Po chichu, aby nie obudzić mamy, zszedłem po schodach i włożyłem czarne vansy. Chwilę później powoli przemierzałem opustoszałe uliczki. Czułem macki zimna, otulające moje ciało, ale nie przeszkadzało mi to. Wciąż niestety było mi zbyt gorąco i wciąż nie mogłem nic na to poradzić.
Nogi jakby same zaprowadziły mnie do ulubionego, pobliskiego parku. Przechodząc przez starą, nieco zaniedbaną i zardzewiałą bramę w stylu secesyjnym, poczułem dziwne ukłucie w sercu, ale było ono odczuwalne zaledwie przez ułamek sekundy i zniknęło tak szybko, jak się pojawiło.
– Dziwne – mruknąłem pod nosem. – Albo jestem przewrażliwiony od tych dziwacznych wydarzeń...
Mało kto przychodził do tego parku, może właśnie dlatego tak bardzo go uwielbiałem i spędzałem tu tak wiele czasu. Cisza i spokój – to cechowało ten zakątek miasta. Między alejkami, nieco zapuszczonymi krzewami i drzewami można było znaleźć kilka małych, starych chatek z kamienia. Były obrośnięte bluszczem, ale miały swój własny, tajemniczy urok. Zawsze kręciłem się obok nich – kilka metrów od mojego ulubionego domu znajdowała się zniszczona przez czas i naturę ławka z kamienia i – już resztek – drewna. Uwielbiałem w tamtym miejscu grać na gitarze. To właśnie tam powstawały najlepsze teksty moich pseudo piosenek, które później przerabialiśmy w domu któregoś z chłopaków, a także najlepsze fragmenty melodii. To miejsce miało swój urok, swoją magię.
Gdy tylko znalazłem się przy ławce, ciepło otaczające moje ciało jakby opadało, zastępowane przez zimno. Dopiero tam odetchnąłem pełną piersią i odzyskałem zdolność myślenia. Usiadłem na oparciu, stopy kładąc na siedzeniu ławki, a łokcie opierając na kolanach. Teraz mogłem ponownie spróbować zebrać myśli.
– Dobra – zacząłem mamrotać do siebie. – Pomyślmy logicznie... Róża pojawia się znikąd, za każdym razem gdy... – urwałem. – To na nic!
Zamknąłem powieki i znów ujrzałem sytuację z tego dnia – Rebecca łapiąca za notatnik, moje spięcie się, czerwona róża w powietrzu... Otworzyłem oczy i zaskoczony, niemalże spadłem z ławki. Przede mną unosiła się czerwona róża.


Zdawałem sobie sprawę z tego, że to nie był najlepszy pomysł, ale nie dawałem sobie rady z tym sam. Musiałem się z kimś podzielić moją nową teorią, wymyśloną w parku. Kilka małych kamyczków znów stuknęło w szybę Ashtona, a po kilkunastu sekundach w końcu ujrzałem za nią twarz kumpla. Wskazał mi palcem drzwi, więc ruszyłem w ich kierunku, co nie zajęło mi dużo czasu. Wręcz przeciwnie – aż cały się trząsłem. Przebiegłem całą drogę, co nieco mi pomogło – zamiast myśleć o genezie pojawiania się róż, myślałem o tym, jak bardzo bolą mnie nogi i płuca.
Chwilę później zamek cicho się przekręcił, a Irwin otworzył mi drzwi, wpuszczając do środka.
– Właź, bo zimno! – syknął, wciągając mnie za łokieć do środka.
Starałem się oddychać cicho, ale oddech wciąż miałem zziajany po biegu.
– Co ty tu robisz?
– Sorka, że tak bez uprzedzenia – szeptałem – ale to sytuacja nadzwyczajna. Mama śpi?
– Zasnęła w salonie, więc wywalamy na górę.
Mijając salon starałem się zachowywać najciszej, jak tylko potrafiłem. Ominąłem skrzypiący schodek – znałem dom Asha niemal jak własny – i drzwi do jego pokoju też zamknąłem po cichu. Lubiłem mamę blondyna i mówiłem do niej per ciociu, nie chciałem więc, aby się obudziła przez moje widzimisię.
– Dobra – odezwał się Ash, gdy po kilku minutach stania opartemu o drzwi, wciąż nic nie powiedziałem. – O co chodzi? Czemu nachodzisz mnie o – spojrzał na zegarek – trzeciej nad ranem?
– Świetny z ciebie przyjaciel, nie ma co. – Wywróciłem oczami i westchnąłem. – Chodzi o ten czerwony kwiat – zacząłem nieporadnie.
– Okay... – powiedział nieco przeciągle.
Już wiedziałem, że zdobyłem jego uwagę. Nie tylko ja i Rebecca zareagowaliśmy na pojawienie się kwiatu w powietrzu. Michael, Luke i Ash też byli tym zaskoczeni – jeszcze bardziej niż ja, chociaż mniej niż dziewczyna.
– Wiesz co to?
– Tak, czerwona róża – prychnąłem, odpowiadając tak samo głupio, jak on zapytał.
Kąciki jego ust uniosły się w odpowiedzi.
– Dobra, a teraz tak bez jaj?
– A tak bez jaj, to dalej nie wiem dokładnie, ale... Patrz.
Zamknąłem oczy. Przywołałem w myślach obraz dziewczyny. Stała przy płocie rozmawiając z Hemmingsem i śmiejąc się. Nie wiedziałem jak ani czemu, ale to, jak śmiała się, odchylając lekko głowę do tyłu, szczególnie zapadło mi w pamięć. Usłyszałem, jak Irwin szybko wciąga powietrze przez zaciśnięte zęby – dziwnie zaświszczało. Podniosłem powieki i zobaczyłem to, co miałem nadzieję ujrzeć: czerwoną różę unoszącą się w powietrzu.
– Okay – powtórzył drugi raz tego wieczoru. – Więc to działa na tej samej zasadzie, co zawsze?
Zmarszczyłem brwi.
– O tym nie pomyślałem...
– Właściwie to... jak to możliwe, że po jednym takim incydencie się domyśliłeś, w czym rzecz? – Spojrzał na mnie niepewnie, ale uważnie.
– Właściwie to nie był pierwszy raz – odparłem po kilku minutach milczenia. – Pierwszy raz to czerwone cholerstwo pojawiło się dokładnie chwilę po tym, jak pierwszy raz ją spotkałem.
– Wtedy u Mike'a?
– Nie – powiedziałem niepewnie, poniekąd czując się jak zdrajca. – Nie mówiłem nic wcześniej, ale spotkaliśmy się wcześniej, w nocy, w zaułku... – zamilkłem, aby po sekundzie kontynuować: – Sam widzisz, jak to brzmi. – Machnąłem rękami, gestykulując w dziwny sposób. – Nie wiedziałem, że się z Michaelem znają.
Na koniec wzruszyłem ramionami. Ashton dalej obserwował mnie z uwagą.
– Jesus! No co?!
Zacząłem się denerwować pod wpływem jego spojrzenia.
– Nic.
– No powiedz!
– Może kiedyś – mruknął. – Na razie zachowam to dla siebie.
Teraz była moja kolej na przeciągłe okaaaay. Nieco ironiczne, nieco urażone i nieco wkurzone okay.
– A teraz, skoro już tu wbiłeś o tej cholernej trzeciej, to zrób nam kakao, bo jak zejdę na dół, to mama na bank się obudzi – powiedział z chytrym uśmieszkiem.
– Wiesz, że nie powinienem – zacząłem, ale po chwili urwałem. – Niech ci będzie.
Skoncentrowałem wzrok na dębowym biurku przyjaciela. Chwila intensywnego myślenia o dwóch kubkach kakao wystarczyła, aby te zmaterializowały się dokładnie w tym miejscu, gdzie chciałem.
– Kurde, stary, co ja bym dał, żeby też tak umieć! – zachwycił się Ashton.
– Nie mogę używać mocy kiedy tylko mam ochotę. – Wywróciłem oczami. – Teraz zrobiłem to tylko dlatego, że nie chciałem obudzi...
Urwałem w połowie, bo nagle za oknem rozległ się potężny grzmot.
– Oho – sapnął Irwin. – To ci z góry? – zażartował.
Mnie wcale do śmiechu nie było.



Rebecca

Gdy rano zeszłam po schodach i znalazłam się w kuchni, okazało się, że rodziców już jakiś czas nie ma w domu. Na blacie stała – zimna już – kawa, najwyraźniej przygotowana z myślą o mnie. Tuż obok leżała złożona na pół karteczka z krótkim komunikatem, że wrócą wieczorem i bardzo mnie przepraszają.
Naprawdę nie przeszkadzała mi ich nieobecność – przynajmniej na razie. Miałam chwilowo inne zmartwienia na głowie, chociaż wcale nie chciałam myśleć o tych dziwnych wydarzeniach z ostatnich dni. Raz, dwa zrobiłam świeżą kawę i wyszłam na taras. Powietrze po burzy było rześkie. Wciąż odczuwałam efekty zmiany strefy czasowej – chociaż mniej niż wcześniej – a do tego doszła nieprzespana noc, gdy obudziła mnie potężna ulewa. Czułam się, jakby worki pod moimi oczami sięgały kolan. Wiedziałam, że na jednej czy dwóch kawach się nie skończy.
Gdy zamykałam oczy, pod powiekami wciąż widziałam przecinające niebo błyskawice. Z jednej strony nie lubiłam burz – były głośne, nieco przerażające – z drugiej zdarzały się dni lub noce, gdy nie mogłam oderwać od nich spojrzenia.
Tej nocy siedziałam na balkonie, otulona kocem, w dłoniach ściskając szklankę pełną wody. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co wydarzyło się w domu Michaela. Nie przeszkadzało mi nawet zimno, jakie panowało na zewnątrz – dopóki z zamyślenia nie wyrwało mnie lekkie uderzenie w głowę. Drgnęłam i z przerażeniem zobaczyłam, że na koc spadła czerwona róża. Spojrzałam w górę i w tej samej chwili drugi kwiat spadł mi prosto na twarz. Pisnęłam i wypuściłam z dłoni szklankę. Woda rozlała się na koc i balkon, a ja mogłam myśleć tylko o tym, że albo rzeczywiście te kwiaty pojawiają się w powietrzu, albo ktoś siedzi na dachu i je na mnie zrzuca. Niemalże podskoczyłam w miejscu, gdy rozległ się potężny grzmot, a chwilę później niebo przecięła niebieska błyskawica. Nie zasnęłam do rana.
Gdy wypiłam pierwszą kawę, wróciłam do środka po drugą, po drodze zabierając z salonu czytaną poprzedniego dnia książkę. Rozłożyłam w ogrodzie koc, na którym ułożyłam się wygodnie i oddałam się przyjemności czytania i picia kawy.


Był czwartek, właściwie środek tygodnia, więc w supermarkecie nie było wcale tak dużo osób. Spokojnie zrobiłam zakupy, kupując wszelkie potrzebne mi składniki. Kolejki do kas były dość krótkie, więc niedługo potem wyszłam ze sklepu, niosąc cztery ciężkie reklamówki.
Mieszkanie z dala od centrum miało swoje plusy i minusy. Plusami niewątpliwie była względna cisza, której w środku miasta nie było. Minusem zdecydowanie odległość do większości sklepów i miejsc. Mimo to dłuższy spacer z reguły mi nie przeszkadzał – wyjątkami były sytuacje, gdy zakupów było dużo. Westchnęłam na samą myśl o tym, że czeka mnie półgodzinny marsz z czterema ciężkimi siatami.
Byłam jednak zadowolona, że spacer po sklepie i wybieranie odpowiednich rzeczy chociaż na trochę odciągnęło mnie od myślenia o Calumie i pladze czerwonych róż. Niestety – nie na długo. Moje serce z niewiadomego powodu zabiło szybciej – a chwilę później zza zakrętu wyszedł Hood. Gdy mnie zauważył, prawdopodobnie miał minę identyczną do mojej – której żałowałam, że nie mogę zobaczyć.
– Cześć – przywitał się pewnym głosem.
– Hej.
Między nami zapadła niezręczna cisza, podczas gdy staliśmy naprzeciw siebie, mierząc się niepewnymi spojrzeniami. Chciałam coś powiedzieć – Calum naprawdę wydawał mi się miłym, a jednocześnie tajemniczym chłopakiem, którego chciałabym poznać – ale zupełnie nie wiedziałam co. Miałam też wrażenie, że on ma ten sam problem. Był jednak o wiele silniejszy ode mnie i przełamał się znacznie szybciej.
– Może ci pomóc? – zapytał, wskazując ruchem głowy na siatki, jakie ściskałam w dłoniach. – Idziesz do domu?
– Właściwie to tak... – odpowiedziałam, sama nie do końca wiedząc, na które z tych pytań.
Brunet uniósł do góry jedną brew. Zaśmiałam się cicho.
– Sorry, trochę dzisiaj jestem zakręcona. – Pokręciłam głową, chyba tylko z powodu tego, że nie miałam pomysłu, co innego mogłabym zrobić. – Tak, wracam do domu. A ty, dokąd idziesz?
Uśmiechnęłam się do niego lekko, a on – ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, bo przecież zupełnie zignorowałam jego pierwsze pytanie – ze spokojem wyjął mi z rąk ciężkie zakupy.
– Ja zmierzam do Michaela.
Odpowiedział mi uśmiechem.
– Daj mi chociaż jedną z nich. – Wyciągnęłam dłoń po którąś z siatek, ale on pokręcił przecząco głową.
– Nie, bo to znacznie obniży poziom mojego męstwa i zaważy na honorze – wyjaśnił poważnym tonem, ale w jego czekoladowych tęczówkach tliły się radosne iskierki. Nie mogłam zareagować inaczej niż śmiechem, więc już po chwili razem roześmiani przemierzaliśmy uliczki Sydney, zbliżając się do cel naszej wędrówki.
Bałam się, że przez cały czas będzie dziwnie niezręcznie, chociażby z powodu tego, co wydarzyło się ostatnim razem, ale moje obawy rozwiały się w momencie, gdy całkiem przypadkiem okazało się, że Calum również przeczytał trylogię Millenium.
– Nie żartuję! – wykrzyknął, gdy poddałam w wątpliwość szczerość jego słów. – To jedyne trzy książki, jakie przeczytałem w całym moim życiu.
– Jedyne? – Nie mogłam uwierzyć.
– A czy ja wyglądam na osobę czytającą książki? – Wywrócił zabawnie oczami.
– No nie – przyznałam. – Wyglądasz raczej na... no nie wiem, grasz w piłkę nożną czy coś?
– Gram – zaśmiał się. – Razem z Ashem i Luke'm jesteśmy nawet w osiedlowej drużynie piłkarskiej. Czasem rozgrywamy między sobą mecze dla zabawy.
– Więc co cię skłoniło do przeczytania tego?
– Film – wzruszył ramionami. – Ale ta amerykańska wersja, szwedzkiej nie oglądałem. Lubię Daniela Craiga w roli Agenta 007, ale jako Michael Bloomkvist też jest niezły.
Nasza rozmowa musiała się skończyć, bo właśnie znaleźliśmy się przy mojej furtce. I chociaż było to dla mnie zaskoczeniem, wcale tego nie chciałam. Calum okazał się jeszcze ciekawszą osobą, niż sądziłam, a do tego naprawdę miło mi się z nim rozmawiało. I gdyby tylko nie było to takie dziwne – bo właściwie się nie znamy – zaprosiłabym go na kawę, abyśmy mogli dokończyć tę dyskusję. Zamiast tego podziękowałam mu za pomoc i czym prędzej weszłam do domu. Przez okno zauważyłam, że jeszcze przez kilka minut stał w tym samym miejscu, pogrążony w myślach.





Mam nadzieję, że znajdzie się kilka osóbek, którym się spodoba. Pamiętajcie, aby w komentarzu dać znać, co myślicie. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. ;) Nie bójcie się pisać tego, co naprawdę uważacie – wbrew pozorom to komentarze z uwagami są najbardziej cenne, bo wiem, gdzie szukać błędów, nad czym popracować i czego unikać. 
DODAJ SIĘ DO OBSERWATORÓW | ASK

Nie mam pojęcia, kiedy napiszę kolejny rozdział i kiedy go dodam, ale chciałabym w sierpniu dodać przynajmniej dwa. Ten jeszcze był z tych "przejściowych", kolejny też niestety, ale z każdym kolejnym akcja zacznie nabierać tempa i zacznie być coraz bardziej tajemniczo (mam nadzieję). Wciąż nie mam napisanego całego planu wydarzeń, ale myślę, że w lipcu uda mi się go skończyć. Trzymajcie kciuki! Dołożę wszelkich starań, aby tym razem nie zepsuć tego opowiadania. Ograniczyłam wątki, wiem jak poprowadzić fabułę... Powinno być OK. Ale mam prośbę – jeśli zauważycie, że gdzieś zbaczam ze ścieżki i moi bohaterowie robią się totalnymi idiotami, proszę, poinformujcie mnie o tym. xd Będę wdzięczna, bo naprawdę zależy mi na dobrej kreacji Reb, Cala i pozostałych. Albo gdy wątek Relum będzie leciał zbyt szybko, zbyt nienaturalnie – też krzyczcie w komentarzach. ;) 
A teraz naprawdę proszę o motywujące komentarze, może wtedy uda mi się szybciej uporać z czwartym rozdziałem i może pojawi się jeszcze w lipcu (chociaż wyjeżdżam i mogę mieć problemy ze sprzętem). ;) 
Do następnego! ;)

5 komentarzy:

  1. Cześć! ;) Super rozdział, tylko złapałam malutki błąd. Ale jeśli się mylę to wybacz ;) czekam na rozwój wydarzeń. Dużo weny życzę ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że i ja i Marta coś przeoczyłyśmy, ale byłoby znacznie łatwiej, jakbyś dała znać, co to za błąd. ;p Interpunkcyjny, ortograficzny, literówka czy jeszcze inny. Bo takie "chyba jest gdzieś błąd" za bardzo mi nie pomaga ;)
      Śmiało, skopiuj zdanie i napisz, co nie odpowiada, a ja to przeanalizuje. ;) Mogłam się pomylić, mogłam coś przeoczyć, ale teraz tekst jest dla mnie świeży i nawet nie wiem, w którym miejscu szukać tego ewentualnego błędu. ;p

      Usuń
    2. "miał minę identyczną do mojej" chyba chodziło, że miał minę identyczną jak moja... Niby mały błąd ale mnie strasznie razi. Chyba, że się mylę to przepraszam :) ps. Świetne opowiadanie ^^

      Usuń
    3. Właściwie to masz rację. Przepraszam, umknęło mi to. Zaraz poprawię i bardzo dziękuję za zwrócenie na to uwagi. ;)

      Usuń
  2. Nadrobiłam wszystkie wcześniejsze komentarze i mogę szczerze stwierdzić, że z każdym kolejnym coraz bardziej podoba mi się to opowiadanie. Jest to takie inne od wszystkich i mam ochotę na więcej :) Więc czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter