29 marca 2016

Rozdział 2


Przybywam z dwójką jeszcze w marcu! Niewątpliwie jestem z tego faktu dumna. Z góry przepraszam, jeśli momentami nieco przynudzam, ale po dialogowym rozdziale pierwszym, w tym chciałam pokazać nieco inny aspekt życia naszych bohaterów. Poprzynudzam dalej pod rozdziałem. Miłego czytania! xx


Ogromne podziękowania dla Lee, za wyeliminowanie literówek!





[podlinkowane utwory nie nawiązują do treści bloga]


Rebecca

Jeszcze kilka minut po przebudzeniu wciąż leżałam na plecach, pod zamkniętymi powiekami dalej widząc czerwone róże. Mimo faktu, że byłam już rozbudzona, sen wciąż tlił się w mojej głowie. I wcale do przyjemnych nie należał. Przez długie godziny przedzierałam się przez ogromne zarośla, wśród których rosły – zdawało by się prześladujące mnie – czerwone kwiaty, a ich ostre kolce raniły moje ciało, odziane jedynie w skąpe szorty i koszulkę na ramiączkach.
Westchnęłam i przekręciłam się na prawy bok, wkładając prawą dłoń pod policzek. Mój wzrok padł na różę w wazonie. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ten sen wywołany był właśnie obecnością kwiatu, ale później uznałam to za śmieszne. Cieszyłam się, że po pięciu latach znów wróciłam do domu – jednocześnie odczuwając smutek, że musiałam opuścić Gdynię, którą pokochałam równie mocno do Sydney – chociaż te pierwsze dni po powrocie były ciężkie. I wciąż pozostawało wiele do zrobienia – a ja mimo wszystko lubiłam poleniuchować.
Od czasu powrotu tylko kawa była tym, co jeszcze trzymało mnie przy życiu, dlatego już po chwili byłam na nogach, z zamiarem zrobienia jej. Z łazienki, znajdującej się na piętrze, doszedł do moich uszy dźwięk suszarki do włosów, zaś z sypialni rodziców ciche pochrapywanie taty. Oboje poprzedniego dnia wrócili bardzo późno, więc po cichu i wciąż w piżamie – na którą składały się szorty i koszulka na ramiączkach – zeszłam po schodach. Przypomniałam sobie, że muszę porozmawiać z mamą o tym, jak zagospodarujemy ogród. Wspominała ostatnio, że ma kilka pomysłów, ale jeszcze nie miałyśmy okazji dokładnie tego przedyskutować.
Ekspres znów okazał się być tym, który otoczony został moją miłością. I wdzięcznością. Nie przeszkadzał mi nawet głośny dźwięk, jaki wydawał przy pracy. Ważne było to, że robił pyszną kawę. Zegar wskazywał godzinę ósmą rano. Nie należałam ani do osób, które spały do południa i dłużej, ani do rannych ptaszków, ale o tej godzinie zazwyczaj jeszcze leżałam w łóżku. Przetarłam oczy dłonią, wciąż zmęczona po koszmarze, jaki śniłam całą noc. Byłam pewna, że to właśnie on był powodem tak wczesnej pobudki. Oraz dziwny wieczór dnia poprzedniego.
Przyjaciele Michaela okazali się być ciekawymi, aczkolwiek dziwnymi osobami. Luke Hemmings – wysoki, ale przygłupi. Sprawiał wrażenie, jakby sam nie wiedział, co tam robił. Odzywał się mało, ale gdy już to robił, mówił totalne bzdury. Calum Hood – chłopak z zaułka, na którego wpadłam pierwszego dnia od powrotu na stare śmieci. Fascynował mnie, był osobą tajemniczą i wydawał się skryty, ale jednocześnie odczuwałam przy nim swego rodzaju niepewność i niepokój. Mówił mało, ale nazbyt często czułam na sobie przenikliwe spojrzenie jego ciemnych tęczówek. Ashton Irwin – chłopak ze słodkimi blond lokami, który okazał się zupełnym zboczeńcem, chamem i prostakiem, ale miał w sobie coś takiego, że po prostu nie dało się go nie polubić. Babiarz, niepoprawny podrywacz.
Mogłam powiedzieć, że spędziłam całkiem miło popołudnie i wieczór. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z głupot wypowiedzianych przez Luke'a i piliśmy dużo kawy. Dowiedziałam się, że znają się praktycznie od czasu, gdy wyjechałam do Polski. Poznali się na biwaku, a połączyła ich muzyka. Zespół powstał oficjalnie dwa lata wcześniej, a na swoim koncie mieli dopiero trzy całkowicie stworzone przez nich piosenki.
Właśnie nuciłam pod nosem jedną z nich – którą zaśpiewał mi wcześniej Ashton – gdy postanowiłam wyjść z kawą do ogrodu. Nie dbałam o to, że praktycznie byłam półnaga – jedynie w krótkich szortach i koszulce, bez stanika – i roztrzepana, z włosami związanymi w niechlujnego kucyka. Była ósma rano, a ja byłam u siebie, nie musiałam się obawiać o to, że ktoś mnie zobaczy. Dom po prawej należał do rodziny Mike'a, który miał zwyczaj spać do południa, zaś po lewej mieszkało starsze małżeństwo, które zazwyczaj przesiadywało w klimatyzowanym domu i rzadko wychodziło na gorące powietrze.
Wyszłam boso na taras, w dłoniach ściskając kubek z gorącym napojem. Z moich ust wyszedł cichy, zduszony okrzyk, a kubek niemalże wypadł z rąk. We wszystkich grządkach, jeszcze do niedawna pustych, znajdujących się wzdłuż ogrodzenia, rosły duże krzaki czerwonych róż. Zaskoczona, przez kilkanaście sekund mrugałam powiekami, aby następnie przetrzeć oczy dłonią i stwierdzić, że wcale nie mam przywidzeń. W moim uprzednio pustym ogródku, nie wiadomo skąd pojawiły się kwiaty – i to nie byle jakie. Piękne, dorodne, czerwone róże. I byłam niemalże pewna, że nie stała za tym mama – w końcu wrócili z tatą późno w nocy, nie było więc mowy, aby zdołała w tak krótkim czasie posadzić tyle krzaków.
Zamknęłam oczy, odetchnęłam kilka razy i otworzyłam je – aby ponownie natrafić wzrokiem na róże.
To niemożliwe, myślałam. Nie mogły się pojawić znikąd!
Usłyszałam ruch za plecami i odwróciłam się lekko. W rozsuwanych drzwiach stała mama – ubrana w ołówkową spódnicę, błękitną koszulę z żabotem, w granatowych szpilkach i ciemnymi włosami upiętymi wysoko na głowie. Rozejrzała się wokół oczarowana, a po chwili w jej oczach zalśniły łzy.
– Och, kochanie! Skąd wiedziałaś, że chciałam tu posadzić różyczki?
Chciałam odpowiedzieć, że nie mam pojęcia, skąd się wzięły, ale nie zdążyłam. Mama podeszła do mnie i – górując nade mną dobrych piętnaście centymetrów – objęła mnie ramionami, uważając aby przy tym nie wytrącić mi kubka z dłoni i przytuliła mocno.
– Odwaliłaś kawał dobrej roboty, skarbie! Muszę jechać do hotelu, ale zanieś fakturę z kwiaciarni do gabinetu, ojciec później odda ci pieniądze – oznajmiła tuż przy moim uchu.
– N-nie trzeba – wykrztusiłam. – Naprawdę nie trzeba, mamo. To taka... niespodzianka. Dla Ciebie.
Wzdrygnęłam się na słowo „niespodzianka”, bo to niewątpliwie była niespodzianka. Chociaż dla mnie niekoniecznie przyjemna.
– To tak na nowy start w Sydney – dodałam.
– Kocham cię – szepnęła mi do ucha, a następnie upiła łyk kawy z mojego kubka.
– Hej! Tak się nie robi! – Zrobiłam poważną minę i udałam, że jestem zła, na co mama roześmiała się radośnie.
– Dzięki, kochanie. Rozpoczynam dzień z wyśmienitym humorem! – Cmoknęła mnie głośno w policzek. – Tata do mnie dołączy po południu, więc niestety znowu do późna będziesz sama. Przepraszam.
– Nie ma sprawy, mamo. – Wzruszyłam ramionami. – Pewnie znowu wpadnę do Mike'a.
– To przejściowe, Reb. Za jakiś miesiąc wszystko powinno się uspokoić. – Posłała mi uśmiech.
– Jasne, ale jeśli nie chcesz się spóźnić, chyba powinnaś już jechać.
– Tylko grzecznie mi tu z Michaelem! – Pogroziła mi palcem, jednak z uśmiechem.
– Przestań, mamo.
Wywróciłam oczami i patrzyłam, jak znika w środku domu. Bałam się ponownie odwrócić, więc stałam w miejscu aż do chwili, gdy usłyszałam, jak mama wyjeżdża autem na ulicę. Weszłam do salonu i zaryzykowałam spojrzenie za siebie – kwiaty wciąż tam były. Miałam tylko nadzieję, że nie znikną tak nagle, jak się pojawiły, bo nie dałabym rady wytłumaczyć tego mamie.


– Reb?! Jesteś jeszcze w domu? – krzyknął tata ze schodów, jakiś czas później, gdy leżąc na kanapie w salonie, czytałam jeden z jego cennych kryminałów.
– Tak.
– To dobrze.
Zeszedł na dół i uniósł do góry moje nogi, aby usiąść na sofie.
– Czy ty czytasz mojego Larssona*? – Zmarszczył brwi.
– No... Jak widać tak – zaśmiałam się. – Jeny no, daj spokój, to tylko książka. – Ponownie wywróciłam oczami.
– Ale moja książka – kontynuował. – Z mojego gabinetu.
Znałam go na tyle, aby się nie przejąć. Tacie zdarzało się mieć czasem dziwne poczucie humoru – udawał wtedy, że jest czymś niezadowolony, tylko po to, aby wywołać w kimś zmieszanie.
– Znalazłam ją w pudle z moimi książkami, więc na twoim miejscu nie byłabym taka pewna siebie. – Pokazałam mu język, a on roześmiał się radośnie.
– Muszę jechać do pracy... – powiedział już poważnie.
– Wiem. – Kiwnęłam głową. – Nie martw się, pewnie Mike nie da mi długo cieszyć się samotnością.
– Zawsze lubiłem tego chłopaka. – Pokręcił rozbawiony głową, poklepał mnie po kolanie i wstał. – Pewnie wrócimy późno z mamą, jesteś pewna, że dasz sobie radę sama?
– Tato – jęknęłam. – Nie mam ośmiu lat!
– Dobra, dobra. – Uniósł dłonie w geście poddania. – Już nic nie mówię! – zaśmiał się.
A kilka minut później zostałam sama. Odłożyłam książkę na bok – mimo wszystko przeszła mi ochota na czytanie – i oparłam głowę o zagłówek kanapy.




Calum

Krytycznie spojrzałem na dwie ostatnie linijki tekstu, napisane przed chwilą, nieco koślawym pismem. Wyciągnąłem lewą rękę i spojrzałem ponownie na tekst, z dalszej perspektywy.
Jafby miafo ci fo cokofiek pomóc – powiedział Ash z buzią pełną ciastek.
Wywróciłem oczami. Skreśliłem to, co napisałem i z westchnieniem oparłem się o kanapę. Lubiłem siedzieć na podłodze, chociaż po dłuższym czasie robiło się niewygodnie. Zamknąłem oczy i odchyliłem głowę do tyłu, kładąc ją na siedzeniu sofy. Wsłuchałem się w brzdąkanie Michaela na gitarze.
– A może... Don't waste your time on me, you're already the voice inside my head**? Co myślicie?
– Nie wiem, co jest wcześniej – odparł Ash, gdy tylko przełknął kolejne ciastko.
– Dobra, nieważne – prychnąłem.
– Właściwie to wiesz, stary, żadne terminy nas nie gonią, tworzymy dla siebie – zaśmiał się Michael. – Wyluzuj – rzucił, widząc moją minę – przecież wiesz, że i tak mam rację. Robimy to, co kochamy, ale dla nas, nie dla innych, nie?
– No – dodał Ash, pakując kolejne ciastko do buzi.
– Będziesz gruby – zaśmiał się Mike.
– Nie jestem laską, nie muszę dbać o linię. – Wywrócił oczami. – Ale gdybym był – dodał po chwili namysłu – to chciałbym wyglądać jak Rebecca.
Chwilę później, gdy wkładał do ust kolejne łakocie, rzucona przez Clifforda poduszka trafiła prosto w jego twarz, wywołując mój głośny śmiech. Wyciągnąłem do Mike'a rękę, aby przybił mi piątkę, co zrobił z ochotą.
– Może to cię nauczy, aby nie nabijać się z mojej przyjaciółki.
Ashton obrzucił czerwonowłosego krzywym spojrzeniem.
– Jesteś egoistą, Mike, w dodatku zaborczym! Czy ja już nie mogę sobie o niej pofantazjować? – oburzył się.
– Twoje fantazjowanie zawsze kończy się źle. – Wywróciłem oczami. – Idę zrobić kawę.
Z ulgą wyszedłem z salonu. W kuchni Clifforda zawsze było chłodniej, niż w pokojach. Po tylu latach przyjaźni nie krępowałem się w ogóle, bez problemów wyjąłem kubek z szafki i włączyłem ekspres. Mało spałem w nocy, co wywarło wpływ na słabą wenę do pisania tekstów. Nie dawała mi także myśleć czerwona róża, jaka pojawiła się tamtej nocy, gdy wpadła na mnie Rebecca. Rozmyślałem nad tym co noc przed zaśnięciem. I nie doszedłem do żadnych logicznych wniosków – chociaż w życiu mało było rzeczy, które potrafiły mnie zdziwić.
– Gdzie się podziewa Luke? – zapytałem, gdy z gorącym kubkiem w dłoni wróciłem do salonu.
– Znowu się spóźnia, cwel! – Ashton udawał oburzonego. – Trzeba coś będzie z tym zrobić.
Michael jedynie roześmiał się i powrócił do brzdąkania na gitarze. Podszedłem do okna – tak od niechcenia, aby nieco rozruszać bolące od siedzenia na podłodze kości – i zauważyłem dwa obiekty naszych wcześniejszych ploteczek. Hemmings stał przy płocie oddzielającym posiadłość Michaela od Rebecci, rozmawiając z dziewczyną.
– Okay, zaraz tu będzie – powiedziałem.
– Idzie?
– Nie – zaśmiałem się. – Leci.
Chwilę później poczułem, jak coś odbija się od tyłu mojej głowy, odwracając jednocześnie moją uwagę od rozmawiającej pary. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem rozbawionego Irwina, zaś na podłodze leżało już nieco pokruszone od uderzenia ciastko. Uniosłem do góry prawą brew.
Marnotrawstwo – fuknąłem. – Teraz to posprzątaj.
– Co żeś się taki poważny zrobił, co? – Tym razem była kolej Asha na prychnięcie. Jednak na jego ustach w dalszym ciągu gościł tajemniczy, łobuzerski uśmiech. – Czyżby coś się wytrąciło z równowagi?
– Tak, ty.
– Dajcie sobie siana, chłopaki – jęknął Clifford. – Czasem bywacie nie do zniesienia.
Zanim którykolwiek z nas zdążył odpowiedzieć, usłyszeliśmy głośno trzask drzwi i dziki okrzyk „jestem!”. Spojrzałem rozbawiony na Mike'a. Nie potrafił zliczyć, ile razy już prosił Hemmingsa, aby nie trzaskał drzwiami, a ten i tak robił swoje.
Gadałem z twoją sąsiadeczką, M! Zaraz tu wpadnie – oznajmił dumnie Luke, wchodząc do salonu.
Wcale nie byłem ucieszony z tego powodu. Jej obecność tutaj była równoznaczna z tym, że się nie skupię i nie napiszę nawet jednej, głupiej linijki tekstu. A właśnie po to dziś się spotkaliśmy – aby skomponować nowy utwór.


– Cześć.
Usłyszałem ciche przywitanie i przekręciłem się lekko na kanapie, aby spojrzeć na dziewczynę. Żaden z nas nie usłyszał, jak wchodziła.
– Howkings! – krzyknął Mike. – Cóż za niespodziewana wizyta.
Udawał zaskoczonego jej widokiem. Dziewczyna zmarszczyła brwi i spojrzała uważnie na Luke'a, który nie umiał się powstrzymać i zaśmiał się cicho pod nosem.
– Jak przeszkadzam, to mogę wyjść. – Wzruszyła ramionami i czujne spojrzenie przerzuciła na Clifforda, który już otwarcie się śmiał. – No zabawne – fuknęła.
– Sorka, Reb. Siadaj gdzieś i pokombinuj z nami, bo Cal zmusza nas do pracy – poskarżył się.
Pech chciał, że jedyne wolne miejsce było na kanapie, na której siedziałem. Nie uśmiechało mi się to – dziewczyna wywoływała we mnie dziwne uczucia, mimo tego, że była naprawdę miłą, przyjazną i inteligentną osobą. Usiadła ostrożnie, zupełnie jakby obawiała się mnie tak samo, jak ja jej. A może po prostu wyczuła, że nie dażę jej tak wielką sympatią co Ashton, który bezczelnie wpatrywał się w jej koszulkę z dekoltem, mocno opiętą na piersiach, czy Luke.
– Na pewno nie przeszkadzam? – dopytywała.
– Pewnie, że nie! Zrobić ci może... herbaty? – zaproponował przymilnie Ash.
– Nie trafiłeś, stary – rzucił Mike. – Rebuś popija kawusię, co nie?
– Możesz mi zrobić kakao dla odmiany.
Uśmiechnęła się szeroko, a ja pomyślałem, że wygląda pięknie, gdy kąciki jej ust unoszą się. Ta mała chwila słabości, podczas której lustrowałem jej twarz, sprawiła, że ściągnąłem na siebie jej uwagę. W odpowiedzi również zaczęła mi się uważnie przyglądać. Nie chcąc wyjść na mięczaka, nie odwróciłem wzroku, twardo wpatrując się w jej ciemne oczy. Jak się spodziewałem – pierwsza uciekła wzrokiem. Nic nie mogłem poradzić na to, że uśmiechnąłem się z satysfakcją.
Modląc się, aby żaden z chłopaków tego nie zauważył, niemalże od razu wróciłem do wpatrywania się w zapisaną do połowy kartkę w notatniku. Moje modlitwy nie zostały wysłuchane, bo czułem na sobie palące spojrzenie Ashtona. Mike wyszedł do kuchni, zrobić przyjaciółce kakao, a Luke dopadł do jego gitary, więc nie miałem wątpliwości, że to Irwin tak mi się przypatruje.
Gdy po chwili spojrzałem na jego twarz, posłał mi znaczący uśmieszek.
O co mu, do cholery jasnej, chodzi?!



Rebecca

Gdy patrzyłam w oczy Caluma, czułam się co najmniej dziwnie. Miałam nieodparte wrażenie, że chłopak mnie nie lubi, chociaż właściwie nawet nie próbował mnie poznać. Mimo to, fascynował mnie z niewyjaśnionych powodów.
Nie uszedł też mojej uwadze uśmiech Ashtona, jaki posłał w stronę bruneta. Nie potrafiłam go zinterpretować, a może po prostu nie chciałam. Poczułam się jednak nieswojo, więc z wielką ulgą przyjęłam powrót Michaela z moim gorącym kakao.
– Daj już spokój z tym pisaniem – powiedział po chwili Mike, kierując swoje słowa do pochylonego nad notesem Caluma. – Zróbmy przerwę.
– Tak, tak, wiem, nie ścigają nas żadne terminy i tworzymy dla siebie. – Wywrócił oczami, ale wyprostował się.
Mike stuknął mnie w ramię i machnął dłonią, sygnalizując, abym przesunęła się nieco, żeby mógł usiąść obok. Posunęłam się lekko w lewo, jednocześnie przybliżając do Caluma, który nieco się spiął. Upiłam łyk pysznego kakao i ponownie podziękowałam za napój.
– To tekst nowej piosenki? – zapytałam Caluma, wskazując na notatnik. Kiwnął twierdząco głową. – Mogłabym zerknąć? – zapytałam z czystą ciekawością.
Naprawdę byłam ciekawa tego, co właśnie wyszło spod jego pióra, bo to niewątpliwie on był tekściarzem tego zespołu. Kiedy wyraził zgodę, nieznacznie wyciągając zeszyt w moją stronę, nie czekałam, aż się rozmyśli, tylko od razu po niego sięgnęłam. Przesunęłam się przy tym nieco, przez co otarłam się nagą skórą na udzie o jego. Przeszył mnie dreszcz, a Hood spiął się jeszcze bardziej.
Nagle zesztywniał jeszcze mocniej, a ja przeniosłam swój wzrok z notatnika, na którym oboje zaciskaliśmy palce, na jego twarz. Patrzył przed siebie, a usta zaciskał w cienką linię. Spojrzałam w tym samym kierunku i w ostatniej chwili mocniej ścisnęłam ucho kubka, chroniąc go przed wypadnięciem i wylaniem całej zawartości na siebie. Również zesztywniałam, nagle doskonale rozumiejąc chłopaka i jego reakcję, a na domiar złego zrobiło mi się słabo.
W powietrzu, jak gdyby nigdy nic, unosiła się czerwona róża.



* Stieg Larsson – autor trylogii Millennium.
** Don't waste […] – cytat z piosenki I Miss You Blink 128, której 5SOS nagrali cover (jest to za razem mój ulubiony cover, jak i ważna piosenka dla całej fabuły)






Naprawdę mam nadzieję, że rozdział nie okaże się nudny. Wbrew pozorom strasznie się namęczyłam nad nim. Niby nic takiego, a jednak sprawił mi nieco trudności. Kolejny też zapowiada się ciężko, ale za to z każdym kolejnym będzie dużo ciekawiej. Więc proszę, jeszcze nie rezygnujcie. ;)
Mam nadzieję, że podzielicie się w komentarzach opiniami i odczuciami co do dwójki. Każdy komentarz to motywacja do dalszego i szybszego pisania. ;)
Mam też nową okładkę, wykonaną przez cudowną Florence, dajcie znać, co o niej myślicie. ;) Postaram się trójkę dodać w kwietniu. Mam do was jeszcze jedno, małe pytanko: czy taka długość rozdziałów was zadowala, czy wolelibyście dłuższe? 
DODAJ SIĘ DO OBSERWATORÓW | ASK

6 komentarzy:

  1. Taka długość jest wystarczająca :) zastanawia mnie to że Calum nie wie że jest aniołem czy udaje idiote? Wydaje mi się że to pierwsze :)
    Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    Po pierwsze - Rozdział jest piękny. Pisanie w narracji pierwszoosobowej wychodzi Ci znakomicie, potrafisz wydobyć na zewnątrz emocje bohaterów! Świetnie, że wyróżniasz poszczególne słowa, to jeszcze bardziej oddaje te uczucia, zachowania. Wzbudziłaś mój podziw, że ukazujesz świat z perspektywy różnych osób. Raz Rebecca, raz Calum. W ten sposób rozszerzasz pole widzenia tych postaci. To wielki plus! Jestem fanką Twojego pisania. ❤ A taka długość rozdziałów jest dobra. Czekam na kolejny!
    Po drugie - Bardzo dziękuję Ci za Twoją opinię na temat mojego opowiadania. Wklejam tutaj swoją odpowiedź, którą też umieściłam na swym blogu (bo nie wiem, czy istnieją powiadomienia, że ktoś odpowiedział na czyiś komentarz).
    Dziękuję pięknie za Twoją opinię! Śluby powstańcze faktycznie odbywały się, a więc w tamtych czasach nie było to nic dziwnego. Młodzi bardzo się kochali i szybko chcieli się pobrać, bo wiedzieli, że mogą nie doczekać jutra... Cieszę się, że tak Ci się podobało! Mam już pomysł na kolejne opowiadanie, zdradzę, że też będzie emocjonująco, ale z innej strony i bez większej ilości brutalnych sytuacji.
    Z przyjemnością poinformuję Cię o nowym opowiadaniu :3
    I po trzecie - Naprawdę jestem po wrażeniem, że piszesz kilka opowiadań na raz. Ja tak nie potrafię. Muszę najpierw napisać jedno opowiadanie, żeby dopiero potem wziąć się za drugie.
    Życzę weny do pisania i ściskam mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział. Czekam na kolejny tutaj jak i również na inne twoje ff. Życzę dużo weny i czasu na pisanie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam aktualnie sily na komentarz, bo jestem prawdopodobnie chora, ale wiedz, ze przeczytalam i bardzo mi sie podoba.
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow!! Masz super styl pisania. No po prostu cud, miód, malina i orzeszki!! Rozdział mi sie bardzo podoba, jest taki tajemniczy ...
    Troche tylko noe rozumiem o co chodzi z tymi różami. Dla mnie trochę to dziwne.
    Ale z niecierpliwością czekam na kolejny. Mam nadzieję ze nie będziesz nas długo torturować:)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Szablon
Fantazja
Twitter